Paryż w weekend

06.02.2015

Hmmm… Paryż w weekend? I to taki nie weekendowy tylko w środku tygodnia? I to w lutym? Czy to ma sens?
Owszem, ma :) Bilety lotnicze za 80 zł w dwie strony (wizzair), tanie noclegi z airbnb i można całkiem fajnie spędzić czas :) To moja absolutnie subiektywna fotograficzna relacja. Nie jesteśmy typowymi turystami, bardziej bawi nas włóczenie się po mieście, niż oglądanie miejsc opisanych w przewodnikach.

Śniadanie do łóżka i dzień można zacząć. Croisant we francuskim wydaniu rozpływa się w ustach i ma zapewne w sobie tyle samo masła, co puree ziemniaczane w wydaniu francuskim :) Swoją drogą to właśnie puree było moim największym odkryciem (trochę zabawne, ale nic nie poradzę) :) Ogromną zaletą włóczenia się po Paryżu jest podglądanie takiego normalnego, codziennego życia, przesiadywanie w lokalnych knajpkach, których klimat i ceny odbiegają znacznie od miejsc przeznaczonych dla turystów. Sprawę ułatwia fakt, że w zasadzie centrum można przejść na piechotę, a dla mniej wytrwałych – prawie na każdym kroku jest przystanek metra :)

Collage 2

Collage 2Collage 1  Collage 3 Collage 4 049

Pamiętać warto, że pory jedzenia nieco się różnią od naszych, a najwięcej Francuzów przesiaduje w restauracjach w porze lunchu (i wtedy ceny są najlepsze) oraz wieczorem. Życie na ulicach tętni do późnego, późnego wieczora.

Collage 5 Collage 6Collage 7

Mieszkaliśmy w malutkim apartamencie w centrum Paryża. Dokładnie sto dwadzieścia sześć stopni po krętych schodach :) Przepiękna widok, który wykorzystałabym chętnie na niejednym plenerze i rewelacyjny trening, hahah…  Lokalizacja świetna, bo w okolicach Montmartre, a więc na piechotę i do Luwru, i na Moulin Rouge i w wiele innych pięknych miejsc :)

Collage 1 Collage 2 Collage 3 Collage 4 Collage 5

Luwr zrobił na mnie OGROMNE wrażenie. Absolutny must have wyjazdy do Paryża – nawet dla takiego włóczęgi jak ja :) Niestety mam i smutne refleksje – ludzie biegający z komórkami, nie patrzący, nie widzący, automatycznie pstrykający wszystko co się mija… I to mówię ja – master of selfie ;) Więc skoro tak mówię, to wyobraźcie sobie co tam musiało się dziać… Tym przyjemniej patrzyłam na wycieczki, na młodych OGLĄDAJĄCYCH ludzi, robiących notatki, szkicujących…   My też ekspresem byliśmy, zobaczyliśmy może 10% całości, po prostu spacerując sobie w po tej przeogromnej przestrzeni. I kilka godzin minęło ;)

Collage 6 Collage 7 Collage 8

Collage 9 Collage 10 Collage 11 Collage 12 Collage 13Collage 14 Collage 15

 

Po wyczerpujących pieszych wycieczkach można odpocząć i nabrać sił na nocne włóczęgi w jednej z wielu, wieli, naprawdę baaaardzo wielu knajpek :) Lepsze są dzielnice niezbyt turystyczne, bo tu zjemy za 15 euro od osoby (zestawy lunchowe to najczęściej przekąska, główne danie i deser).

Collage 16   Collage 17Collage 18 Collage 19

I czas do domu :)
Intensywne dwa dni. Pozostały nam wspomnienie i kilka macaroni – którym nie mogłam się oprzeć, mimo, że nie lubię słodyczy. No ale te kolory…. :)

Collage 20