Hurghada {Wakacje w Egipcie}

12.02.2014

W Polsce trzaskające mrozy, a my postanowiliśmy wyrwać się i trochę naładować baterie pod cieplutkim słońcem Egiptu. Wakacje zimą to chyba jeden z fajniejszych sposobów na zimową szarugę i brak energii – nie mówiąc już o tym, że przy mojej pracy mogę zapomnieć o zbyt wielu wyjazdach w lato (czyt. sezon)…

Tym razem postanowiłam również, że zdjęcia nie mogą leżeć dwa lata na dysku czekając aż „kiedyś” je obrobię, bo te sprzed dwóch lat nadal się nie doczekały… Weźcie więc pod uwagę, że byliśmy tam w celach wypoczynkowych, a ja obrabiałam na szybciora :) Chciałam się podzielić z Wami kilkoma wrażeniami i chyba całkiem sporo porcją słonecznych zdjęć – mam nadzieję, że troszkę udzieli się Wam tamtejszy klimat :)

HOTEL

Pogoda była cudowna – około 23-25 stopni w cieniu, wiatr od morza, co oznacza, że było idealnie zarówno na leżenie i smażenie się, jak i na wycieczki i aktywny wypoczynek. Trafiliśmy również do bardzo fajnego hotelu Titanic Palace, który tak naprawdę jest kompleksem dwóch hoteli i niezależnie od tego w którym z nich mieszkacie – korzystać można z infrastruktury obydwu. A ta jest imponująca. Całkiem pokaźny aquapark, podgrzewana woda w basenie, 4 restauracje „codzienne” i 7 ala carte. Jedzenie naprawdę bardzo smaczne, dobrze doprawione, oparte na wołowinie drobiu i rybach przede wszystkim. Dużo grillowanych warzyw i owoców morza. Ośmiorniczki, kraby, kalmary, bakłażany – raj dla nas po prostu! Uprzedzam pytanie – żadnych problemów żołądkowych nie było ;) Mimo, że piliśmy drinki z lodem na przykład.

Bezpośrednio z plaży można było na molo zejść i oglądać niewielką ale bliziutko pod powierzchnią położoną rafę :)

Co zasługuje na uznanie – bardzo dobra infrastruktura dla dzieci – klub w hotelu, na plaży, zacieniony brodzik dla najmłodszych, zjeżdżalnie dla średnich i dla maluchów…

1 2 3 4 5 6 7 8 98a 9a

HURGHADA

Ponieważ pojechaliśmy tym razem bez dzieci, postanowiliśmy nieco aktywniej spędzić czas. Wycieczki fakultatywne wybraliśmy sobie jeszcze przed wyjazdem, znaleźliśmy również biuro z którego postanowiliśmy skorzystać. I uwierzcie mi – ceny są połową tego co proponuje rezydent na miejscu… Pomijając fakt, że na „city tour” u rezydenta głównie ogląda się sklepy, a u „naszego” Mostafy z Egipt-wakacje.pl mieliśmy okazję dowiedzieć się troszkę o codziennym życiu Egipcjan. I właśnie to biuro bardzo bardzo gorąco polecamy :)

Hurghada jest głównie miastem turystycznym, ale posiada również część gdzie toczy się normalne życie. Byliśmy w meczcie (dostałam ku swojej uciesze specjalne wdzianko), wypiliśmy sok (?) z trzciny cukrowej oraz kawę z kardamonem (chyba zacznę taką robić w domu), wypaliliśmy fajkę pokoju i wróciliśmy do hotelu :)

10 11 12 13 14

Nasze następne dwa wyjazdy, czyli wyspa GIFTUN wraz z nurkowaniem z maską i rurką, oraz NURKOWANIE Z BUTLĄ były również organizowane przez Mostafę.

 

WYSPA GIFTUN

Turkusowe morze, miałki jak mąka piasek to chyba wyobrażenie wielu o raju :) Przyznam jednak, że gdybym miała spędzić tam cały dzień, to zanudziłabym się na śmierć :) Dla nas największą atrakcją były dwie rzeczy – nurkowanie z płetwami, maską i rurką, czyli tzw. snorkeling, oraz nasze towarzystwo na statku! Trafiliśmy mianowicie na wyprawę wraz z chyba dwudziestoosobową rodziną Egipcjan. Absolutnie cudowni ludzie, którzy bardzo ciepło nas przyjęli, uczyli nas nawet egipskich tańców :) Trzeba powiedzieć, że chyba byliśmy tak samo interesujący i egzotyczni dla nich, jak oni dla nas :)

Snorkeling jest świetnym wstępem do nurkowania, szczególnie kiedy ktoś (jak my) nigdy tego nie robił.

 

15 16 17 18 19 20 21 22 23 24

NURKOWANIE

Podekscytowanie rośnie :) Oto to co było chyba najfajniejszym doznaniem podczas podróży do Egiptu :) Schodziliśmy pod wodę pierwszy raz. Opiekowali się nami ludzie z DIVING STARS – wśród ekipy była również Agnieszka, więc nie trzeba obawiać się bariery językowej. Pod wodą z kolei nie ma to i tak znaczenia, bo w ruch idą ręce i gesty. Pierw na pokładzie dostaliśmy zwięzłe instrukcje co robić z całym tym sprzętem (generalnie podczas INTRO czyli pierwszego nurkowania, trzeba tylko oddychać, wyrównywać ciśnienie zatykając i „dmuchając” nos, ewentualnie oczyścić maskę z wody – całą resztą zajmuje się instruktor).
Dostałam piankę, płetwy, maskę, plecaczek z całym tym ustrojstwem i jako pierwsza zostałam posadzona na platformie, czyli brzegu łodzi. Pytanie od instruktora „are you ready”? A skąd mam wiedzieć? :) „I don’t know” odpowiedziałam z uśmiechem (zgodnie z prawdą), ale ponieważ w pełni ufałam że jestem pod dobrą opieką wzięłam ustnik do ust i chlup do wody :)

Schodziliśmy do wody dwukrotnie, w dwóch różnych miejscach (dwie różne rafy koralowe), max na 20 minut myślę, na jakieś 5-7, max do 10 metrów. Wrażenia? ABSOLUTNIE GENIALNE. Pełen zachwyt! Ilość kolorów na rafie, rybki jak z obrazków, duże i kolorowe jak z oceanarium, całe ławice malutkich mieniących się srebrem, a pomiędzy tym wszystkim TY. Malutki element tego wszechświata. Kiedy udało się wyrównać oddech, tak by nie skupiać na tym uwagi poczułam taką harmonię i spokój… Coś cudownego! Oczywiście jak podejrzewałam znając siebie, ciężko mi było nie szczerzyć się z radości do tego wszystkiego (szczególnie że instruktor co rusz pokazuje jakieś cudowności wskazaniem dłoni) co powoduje nalewanie się wody do maski (ale jeden ruch i można sobie z tym poradzić) :)

 

25 26 27 28 29

Przy drugim zejściu do wody, spytana czy jestem gotowa, odkrzyknęłam „oczywiście” :)